11 lip 2016

July moodboard + comeback

After two weeks of vacation, I've decided to share with you my current sources of inspiration and something that makes the month of July not the month of staring at the ceiling. With so much stuff going around on the internet, it's really hard to find something trully valuable and inspiring. The collage down there is a mix of photos and objects that are not only pleasing to the eye but also are a true testament of beauty, individualism and creativity.


1. A beatiful jacket from spring/summer Isabel Marant collection of 2016. Jackets like that are also available in Zara on sale. Lots of embroidering, decoration and color. In other words: what I like best in the boho style.
2. Gals from the Roxy crew, a.k.a #3amigos during travel in Japan (two of them on the photo). Right now you can buy clothes of that kind in tk maxx and for great prices, 35 PLN for the whole set. Normally one piece of clothing from the set costs something around 100-150 PLN.


3. I know you shouldn't judge a book by its cover but I do pay close attetnion to the style of the book or a magazine. A good cover needs a lot of work, especially creativity and some taste. I cannot believe that the Oh Comely magazine is not published in Poland. Let's hope it changes some day. Every cover (not including what's inside) is a masterpiece.

20 lip 2015

Pocztówki z Rzymu i Watykanu

W przedostatni dzień obozu udaliśmy się do Rzymu i Watykanu. Nie był to mój pierwszy raz, gdyż trzy lata temu również byłam tam na wycieczce. Jedyne co z niej pamiętam to dużo biegania, odwiedzenie wielu kościołów (nie, to nie była wycieczka kościelna) i beznadziejna pogoda. W tym roku pogoda dopisała, w końcu zwiedzanie w 36 stopniach, a nie w deszczu, to mimo wszystko lepsza opcja dla kogoś kto chce porobic zdjęcia. Zdjęc fontanny niestety nie zrobiłam, był remont... 

Wyglądu koloseum nie zapomnę do końca życia. Nie tylko ze względu na to, że jest jest to historyczna budowla, ale dlatego, że stałam pod nim 30 minut z zegarkiem w ręku. Pozdrawiam Panią przewodnik, która opowiadała o wszystkim tylko nie o koloseum. 


18 lip 2015

Pocztówki z San Marino i Asyżu

Co prawda minął dopiero dzień od publikacji ostatniego postu, ale w obawie przed brakiem weny/brakiem czasu/niespodziewanym wyjazdem, wolę napisać cały pocztówkowy cykl zanim pojadę nad morze (chyba w czwartek).

Dzisiaj postaram się przybliżyć Wam choć w małym stopniu San Marino i Asyż. 
W San Marino na samym zwiedzaniu spędziłam ok. dwóch godzin. Nie jest to czas po którym jednoznacznie da się ocenić miasto/państwo, ale miotając się po uliczkach mogę co nieco o nim powiedzieć. Pierwsze co rzuca się w oczy to ogrom sklepików typu szwarc mydło i powidło. Perfumy, wina, biżuteria à la z taniego bazarku - to wszystko znajdziemy w San Marino. Mimo wszystko uważam, że jest w nim coś intrygującego. W momencie gdy zaszyjemy się w wąskich uliczkach, czy miejscach do których nie dotarli jeszcze wszechobecni turyści zwiedzanie nabiera bardziej intymnego, magicznego charakteru. 






17 lip 2015

Pocztówka z Wiednia

4 lipca (dzień moich urodzin) przeżyłam w dość nietypowy sposób, w autokarze, w drodze na obóz. Ponieważ moi rodzice nie przepadają za aktywną formą spędzania wakacji, jedynym wyjściem okazało się pojechanie na obóz. Trasa obejmowała Czechy, Austrię i Włochy. Moim głównym celem było robienie zdjęć, ale oczywiście zaraz po tym nawiązanie nowych znajomości. Pomyślałam, że aby oszczędzić Wam dużego natłoku zdjęć, zamiast jednego obszernego postu dodam kilka mniejszych.  

Drugi dzień obozu w porównaniu do pozostałych (w które coś zwiedzaliśmy), nie był aż tak intensywny. W końcu nadszedł moment na poznanie miasta Klimta - Wiednia. Mieliśmy 3 godziny wolnego czasu, które osobiście spędziłam na jedzeniu McWrapa i cykaniu fotek. Jakieś 5 minut przed zbiórką oświecona przez koleżankę przypomniałam sobie, że  nie kupiłam torby z Pocałunkiem Klimta. Na szczęście zdążyłam. Jest to jedna z dwóch pamiątek jakie przywiozłam sobie z obozu...

Poniżej zdjęcia jakie udało mi się zrobić:  

29 cze 2015

Hello, Łódź!

Nadeszły upragnione wakacje. W głębi duszy moja euforia maleje i ogranicza się jedynie do przyjęcia faktu do wiadomości. W tym roku wakacje mam zamiar spędzić choć w małym stopniu produktywnie (prowadząc bloga, czytając i zwiedzając). Patrząc jednak na poprzednie lata obawiam się, że wyjdzie jak zawsze - po mojemu. Dwa miesiące brzmią tak okazale, długo, ale śpiąc do 12 i siedząc przez większość dnia na instagramie, czy fb produktywność jest w tym zestawieniu słowem dość odległym i niepasującym do pozostałych. 
Punkt "zwiedzanie" mogę odhaczyć. W sobotę całkowicie oddałam się pstrykaniu zdjęć i zachwycaniu architekturą. 

Miasto fabryk, cegły i kominów - Łódź, o której mowa jest kolebką street artu w Polsce. Znajdziemy w niej ok. 30 murali "rozsianych" po całym mieście.